Ten jeden razdata publikacji: czerwiec 2011
„Stój!” – krzyknął zanurzając swe kształtne brzegi w płynnej, mazistej konsystencji. Niestety była już za daleko, by go usłyszeć. Zauważyła jedynie jak się od niej oddala z coraz większym rozczarowaniem widocznym na twarzy. Nie, to nie była jego twarz. On nie miał twarzy. Ktoś inny stał obok wielkiego hoboka. I to nie on się oddalał, lecz ona. On nie był w stanie zrobić żadnego kroku, a ona nie mogła już zawrócić. Zwisała bezwładnie w wyciągniętych ku niej ramionach. Silny i delikatny zarazem uścisk nie pozwalał jej nawet się odwrócić. Serce biło w takt jednostajnych uderzeń dochodzących gdzieś z niedaleka. Chwycona tak szybko nie zauważyła, że nie jest sama. Było ich więcej. Nie bała się. Była przerażona. Nie przypuszczała, że zostaną rozdzieleni tak szybko. Nie wiedziała, że gdyby tak bohatersko jej nie bronił mieliby jeszcze szansę się spotkać. I nie mogła wiedzieć, że maź czyha i na nią… Śniło jej się kiedyś, że spada w ciemną otchłań. Czekała kiedy to nastąpi na jawie. I choć wydawało jej się, że nie ma ratunku, że wybrakowana pozostanie już na zawsze sama, to jednak przetrwała. Myślała, że niezauważona. Tymczasem otaczał ją krąg niewidocznych postaci, które niczym wyszkoleni agenci uważnie śledzili każdy jej ruch. Nic nie mogło się obyć bez ich wiedzy. A jeśli wydarzyłoby się coś niezgodnie z planem, wówczas przepadłaby na zawsze. Niezauważona. Pozostając nadal w uścisku czuła, że z każdym kolejnym metrem opuszcza ją to wielkie poczucie strachu. Wiedziała, że byli już blisko. To co się potem wydarzyło napełniło ją dziwnym poczuciem spełnienia. Maź okazała się wybawieniem. Była gotowa. Pamiętała jak ją uwielbiał, chwalił, mówił, że jest piękna, wyraźna i taka błyszcząca. Najlepsza. Teraz uwierzyła, że swym blaskiem zdobędzie każdego! Nie wiedziała jednak, że ma tylko jedną szansę. Ten jeden raz, by zapaść w pamięć na zawsze. Rozbudzić tęsknotę i pożądanie lub choćby sprawić, by ktoś dzięki niej przetrwał jedną noc. Miała być wszak obietnicą czegoś więcej. Bo cóż ona – kształtna saszetka na zautomatyzowanej linii produkcyjnej u co-packera, pilnie strzeżona na każdym jej metrze, uczestnicząca w tajnej misji przepakowania, czekająca w tłumie podobnych do niej, by napełnili ją jakąś nieznaną, pachnącą substancją, mogła wiedzieć o życiu. Zaczarowana poczuciem własnej wysokiej jakości. Rozczarowana, że jest bezpłatną, ot, tylko próbką. Jednorazową. Poświęciła się jednak dla innych. Bohaterka jednego dnia.
Zapraszam do lektury kolejnego wydania PACKAGING POLSKA, w którym pojawia się m.in. rzeczona postać saszetki. Jej obecności nie dało się nie zauważyć na targach Interpack w Dusseldorfie, widziałam ją również w jednym z odwiedzonych w ostatnim czasie zakładów. Pomimo tego, że jest mała, zadania jakie się jej stawia są coraz większe.
Monika MIKOŁAJCZAK Redaktor Naczelna
|