Lama w saszetceNa sklepowych półkach w Stanach Zjednoczonych od czerwca br. dostępny będzie palcohol w saszetkach, czyli alkohol w formie sypkiej, który niedawno został zalegalizowany na tamtejszym rynku. Nie wszystkie stany chcą zezwolić na jego dystrybucję. Obawą jest łatwość transportu alkoholu w postaci proszku i ryzyko, że pojawi się on w miejscach niewskazanych, takich jak szkoły czy imprezy masowe. Jego producent zapewnia, że alkoholu przez nos nikt wciągać nie będzie, bo wywołuje on silne pieczenie. I dodaje, że obojętne w jakiej postaci będzie dostępny – ci, którzy chcą go nadużywać, zawsze znajdą na to swój sposób. Ów wysokoprocentowy proszek rozpuszcza się w wodzie, uzyskując w ten sposób alkoholowy koktajl. Na początek w sprzedaży będą cztery smaki: wódka, rum, cosmopolitan i margherita. Kolejne to jeszcze niespodzianki. Tymczasem na drugim z amerykańskich kontynentów pełne niespodzianek są boliwijskie sklepy, a raczej stragany i małe sklepiki, wręcz dziuple. Tak opisuje je mój znajomy podróżnik, niezwykle zaskoczony i jednocześnie zauroczony ich asortymentem. Oprócz bowiem wielu odmian ziemniaków, w sprzedaży znajdują się tam suszone płody lam, nota bene bardzo popularne w tym regionie. Zakopuje się je na szczęście pod progiem każdego nowego domu! Już nawet opisywana przez niego „apteka pełna ziół, z których sprzedawca, a może raczej szaman czy znachor na miejscu uciera leki czy też siedząca nad olbrzymim workiem koki staruszka, z którego co chwilę wybiera pełną garścią, by ją przeżuć i wypluć resztki prosto na chodnik” nie zrobiły na mnie wrażenia. Ciągle wyobrażam sobie lamę w proszku w saszetce… Dobrze, że znajomy podróżnik nie zastanawia się nad tym, jak zapakować i przetransportować ów symbol szczęścia.
|